on

Namaszczona słońcem dziś stoję o poranku, twarzą w twarz z potokiem własnych myśli.
Jeszcze gdzieś pomiędzy snem, a budzącym się dniem.
Przyglądam się im z uwagą. Rozpoznaję w nich twarze blade i niemrawe, szepczące ospałe kłamstwa,napędzające dzień….

Ich szepty sprawiają, iż czuję w swym brzuchu kamień….zimny i oślizgły…wydaje się być z lodu, gdyż zamraża moje zmysły…..
Przybiera kształt strachu…i powolutku skrada mi życie, ten cudny podarunek nocy.

Moja świadomość w jednej chwili rozszerza się po horyzont mojej własnej krainy.
Rzucając światło tak jasne, iż nawet najczarniejsza myśl……..nie schowa się w tej gęstwinie cudzych zmartwień, która jak ławica przepływa przez mój umysł.

Wdycham wszystko…….tak jak kwiat wdycha słońce i deszcz…….i gubię tu słowa.
Rzeczą prostą zdaje się być nieruchomym obserwatorem świata wokół.
Być widzem o czystym sercu i chłonąć tą przepływająca falę życia.

Pozwolić sobie na odczucie pełne i wyraźne….zmysłowy orgazm.
Nic nie odtrącam, nie osądzam…..pozwalam nawet na gorycz przetrwania.

Akceptacja zdaje się przybierać nowy kształt, dotąd mi nieznany.
Przyprawiając wszystko nowym zapachem, rozświetlając cienie.
Moja skóra otwiera się na ten nowy smak……Staję się skałą……przyjmując swoje słońce i cień.
Czas przestaje mieć rację bytu, ustępując miejsca nieskończoności.
I dokąd tu biec……z czym się zmagać, gdy wszystko kwitnie Istnością.

Staję się kroplą rosy i jednocześnie całym Wszechświatem.
I znów gubię słowa gdy Moja Dusza mi śpiewa.

07.04.2015

Leave a Reply