Noc…uziemienie…i bezpieczna przestrzeń

Napisałam ten artykuł latem, gdy było jeszcze cieplutko…Jakoś tak wyszło,że nigdzie go jeszcze nie publikowałam, a temat bezpiecznej przestrzeni i uziemienia bardzo dla Mnie aktualny….i dzisiaj gdy spacerowałam ciemnymi alejami, jakoś do mnie wrócił…właściwie to wraca często. Kto ciekaw to zapraszam 🙂
Jest lipiec …
Wraz z moim partnerem lubiliśmy nocować w lesie,spacerować gwiezdnym ścieżkami, rozświetlonymi gdzie nie gdzie pojawiającymi się świetlikami, niestety do określonej godziny.
Las nocą promieniuje tajemnicą. Wszystko jest inne, niemal mam uczucie jakbym wkraczała do innego wymiaru.
Jako dziewczynka lubiłam myśleć,że to tylko ktoś wyłączył światło, na jakiś czas, a tak naprawdę wszystko jest takie same jak za dnia.Wróćmy do zgaszonego światła…do mroku wylewającego się za każdym zakrętem.
Cisza, która opowiada coraz to nowe historie.
To była ciemna noc, księżyc schował się w puchatej granatowej pierzynie i nie rozświetlał ciemnych zakamarków. Nie można polegać na wzroku, ale za to wyostrzają się inne zmysły.
Muszę wam przyznać,że mój pies Totoro jest moim nowym zmysłem, wychwyci każdy szelest, a las jest jego drugim domem.
Spacerujemy w ciszy, chłonąc wszystko wokół. Staję się słuchem, a każdy szmer jest zapowiedzią …. no właśnie zapowiedzią czego?
Nowej pięknej przygody.?..wyjściem poza to co ludzkie oko zna ….czy być może zapowiedzią katastrofy?
Czy moje oczy wyobraźni widzą wróżki i ducha lasu, czy raczej potwora , który wyłoni się z zarośli i schrupie mnie na kolację ?
Gdy wkraczasz w ciemność, to tak jakbyś wychodził naprzeciw wszystkim swoim demonom, które ukryłeś w swoje głowie. Czy one są realne?
Czy są tylko balonami dmuchanymi starymi historiami, które nie są już prawdziwe …..a jednak czasem,w ciemnych czeluściach wyłaniają się z nas, zapraszając do wspólnej zabawy, a my w odpowiedzi chcemy już tylko uciekać….
Nagle jesteśmy odłączeni od tego wszystkiego, co dawało nam poczucie komfort.
Gdy otacza nas ciemność, to nasz umysł ma swoje pole do popisu.
Kreuje coraz to nowe zagrożenia, popycha nas niczym niewidzialna siła, szepcząc do ucha …….uuuuuuciiiekaj.
Byleby nie czuć, bo być może wtedy okazałoby się, że to iluzje pisane patykiem na wietrze, a to wszystko co się w nas pojawia, to kłamstwa…ułudne miraże.
Być może to tylko wyłączone światło, które zaprasza nas by odkrywać to co jest poza…
O strachu to pewnie kiedyś napiszę książkę, tak bardzo byłam w nim zanurzona i tak kręta była w nim moja ścieżka.
Wciąż jest dla mnie wyzwaniem, ale teraz stał się dla mnie drogowskazem w odkrywaniu własnej bezpiecznej przestrzeni i odkrywaniu „uziemienia”.
I pewnie ktoś spytała mnie czym jest owe uziemienie…?
Dla mnie jest to powrót do mojego ciała, a wyjście z głowy, z tych wszystkich mentalnych historii, które czasem kreuję i które wciąż chcą mnie gdzieś zabierać…popychać
A one nie są prawdziwe. Prawdziwe jest moje ciało, moje bycie tutaj.
To jestem ja!
Żywa prawdziwa.
Gdy czuję się bezpieczna w swoim ciele, to nic mi nie grozi.
To takie naturalne jak oddech i staje się on kluczowym elementem by czuć swoje ciało.
Bez względu na to gdzie jesteś, zawsze możesz stworzyć własną bezpieczną przestrzeń.
Czuć wszystko to co się pojawia, zwłaszcza,że wraz z głębokimi świadomymi oddechami okazuje się że są to przeważnie iluzje, rzeczy które tak naprawdę robią tylko hałas w naszej głowie, nic poza tym.
Gdy jestem uziemiona, to czuję się tak jakbym była drzewem, którego korzenie są głęboko połączone z słodką ziemią. Nieporuszona staje się obserwatorem, tego co rozgrywa się we mnie w środku…Moje ciało staje się bezpieczną przystanią, latarnią, która świeci w te wszystkie ciemne zakamarki
W bezpiecznej przestrzeni nie uciekasz przed niczym, ponieważ nic nie jest zagrożeniem…
Przede wszystkim nie uciekam przed strachem. Wypijam go tak, jak pije się mało smaczny drink.
Powoli z lekkim niesmakiem. Troszkę mnie wykrzywia przy nim, ale ostatecznie to tylko energia ….to tylko niedobry drink.
Iluzja stworzona przez mój umysł. Jest kłamstwem, ponieważ nic mi nie grozi, a ja jestem bezpieczna.
Uziemienie jest moją perłą, moim skarbem, kiedyś byłam jak balonik na wietrze,
wciąż nieuziemiona, skakałam to tu to tam i czasem nadal tak jest.

To pewnie taniec i praktyka. Szczerze mówiąc moje życie nauczyło mnie, poprzez czasem bardzo trudne doświadczenia, że bycie obecnym w swoim ciele,to najcenniejszy skarb.
Bo to oznacza, że biorę w pełni odpowiedzialność za siebie i swoje kreacje.
Staje się pięknym drzewem które rozkwita i daje słodki soczysty owoc.
Pewnie jeszcze wiele o tym będę pisać bo uziemienie stało się dla mnie nową przygodą, którą wciąż chcę odkrywać i poznawać.
Tymczasem powolutku wracamy do namiotu…
Jest już późna noc, gdzieniegdzie nieśmiało wychlają się gwiazdy z puchatej granatowej pierzyny.

Odpuszczona, wypełniona spokojem i rozszerzona o wiele nowych warstw, słodko zasypiam i nawet nie obudzi nas żaden szczekający „duch lasu”

Ilustracja powstała specjalnie do artykułu i jest dostępna 🙂

Leave a Reply